Magiczna Sevilla

Kochani Podróżnicy! Będąc w Sevilli nie opuszczała mnie magia obecna w tym mieście. Jakbyk ktoś zaczarował budowle, zamknął w nich czas i historię, która dziś rozpala wyobraźnię odwiedzających. Moja podróż do Sewilli była spontaniczna, a lot kosztował mnie jedynie 63,89 euro z Lanzarote. Loty z Polski można kupić już od 200 zł w obie strony. Zwiedzanie miasta jest bardzo przyjazne ponieważ jego większą część (turystyczną) można obejść pieszo, a pozostałe, dalsze zakątki można zobaczyć wykupując bilet autobusowy "Sevirama" na zasadzie get on-get off, czyli wsiadamy i wysiadamy gdzie chcemy. Koszt takiego biletu to 18 euro na dwa dni. Super plusem jest fakt, że Sevilla jest bardzo dobrze oznakowana na broszurach dla odwiedzających. Mapy są przejrzyste, punkty widoczne i zrozumiałe, opisy krótkie i zwięzłe. Z uwagi, że moja przygoda w Sevilli trwała tylko 2 dni, nie zdążyłam zobaczyć wszystkiego, co bym chciała, jednak uważam, że i tak sporo udało się zwiedzić. Przykładowe ceny: ➯ Z lotniska prosto do centrum zabrał mnie bus za 4 euro. ➯ Uliczna wróżka wywróżyła mi, że jest już ktoś kto mnie kocha i to właśnie on jest mi pisany (nie myliła się), więc dałam jej 2,80 euro za tą wróżbę, akurat tyle miałam drobnych. ➯ W pierwszym dniu skupiłam się bardziej na byciu tu i teraz, czyli tam gdzie prowadziło mnie serce, tam szłam. Kupiłam bilet na "Sevirama" (18 euro) i trochę sobie nią pojeździłam. ➯ Napiłam się kawy za 1,5 euro przy Parku Marii Luizy. ➯ Skosztowałam szejka za 4,50 euro przy Torre Del Oro. ➯ Udałam się na "kwaterę". (Zakwaterowanie w hotelu również nie jest bardzo drogie. Ja spałam 1 noc na lotnisku i jedną w hotelu 4-gwiazdkowym "Pasarela" za 55 euro. ) "Kwatera" - dlaczego tak to ujęłam: Początkowo miałam korzystać z noclegu u pewnego profesora, o ile dobrze kojarzę, przez aplikację Couchsurfing, jednak kiedy dotarłam na miejsce, wchodząc myślałam, że już nie wyjdę... Osobą, która miała mnie przenocować okazał się mężczyzna po 30-tce. Jego mieszkanie znajdowało się w dość nieprzyjemnym zaułku... Kiedy otworzył mi drzwi domofonem i pokierował na samą górę, serce waliło mi jak szalone! Na klatce schodowej było ciemno, a ona sama wyglądała jak z horroru. Na pół piętrze był jakiś stary wózek dla dzieci, brudny i zaniedbany. Kiedy dotarłam do jego "mieszkania", a raczej na jakiś strych z kuchnią i salonem, pierwsze co pomyślałam to "jak się stamtąd wydostać...?!" Bez klucza nie otworzyłabym drzwi wejściowych, bo jak wchodziłam i się zatrzasnęły to nie mogłam ich już otworzyć. W mieszkaniu panował bałagan, na ziemi leżał materac a na nim jakieś prześcieradło. Nie było innego pokoju, nie było innego łóżka, było nas dwoje, podejrzane... Zaproponował czy się czegoś napiję, powiedziałam że mam swoją wodę, dziękuję. Zaprosił mnie na taras, a raczej dach, gdzie stał słół i krzesła. Przyniósł dla siebie jedzenie i dwa piwa już przelane do szklanej. Napij się, zachęcał. Odmówiłam, popijając swoją wodę. Rozmawialiśmy, chciałam mu dać do zrozumienia, że nie jestem tutaj sama - choć byłam i że umówiłam się ze znajomymi, którym podałam adres gdzie mnie znajdą - choć nie podałam. Zachęcałam go żeby do nas dołączył, chcąc jak najszybciej wydostać się z tego budynku. Nie dawałam po sobie poznać, że się boję, czy że historia o znajomych jest zmyślona. Po upływie prawie godziny i moim przekonywaniu, że umówiłam sie ze znajomymi i idę się z nimi spotkać obóżył się i powiedział, że tak się nie robi, że miałam tutaj spać, on ugościł mnie piwem, a ja sobie wychodzę. Wypuścił mnie (na szczęście miałam tylko plecak, więc nie było podejrzeń, że nie wrócę), otworzył drzwi, a ja natychmiast najszybszym krokiem jak umiałam udałam się do miejsca pełnego ludzi. Wybierałam tylko takie drogi które sa przeludnione od razu dzwoniąc spanikowana do Mamy opowiadając historię. Idąc tak, jak najdalej dałam radę, weszłam do hotelu, który był po drodzę, zameldowałam się, wzięłam prysznic i zasnęłam przytłoczona całą sytuacją.

Magiczna Sevilla